O znakomitej diagnozie cyberprzemocy wśród młodzieży
lut 16th
Najnowsza rozprawa dra Jacka Pyżalskiego (b. adiunkta Uniwersytetu Łódzkiego, wieloletniego pracownika Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi) pt. „Agresja elektroniczna i cyberbullying jako nowe zachowania ryzykowne młodzieży gimnazjalnej(Kraków: Oficyna Wydawnicza Impuls 2012)jest znakomitym studium interdyscyplinarnym napisanym przez pedagoga, którego wiedza ma charakter ekspercki najwyższego poziomu. Nie ma się jednak co dziwić, skoro reprezentował on polskich naukowców w międzynarodowej sieci badaczy zjawisk związanych z cyberbullyingiem. Jego wieloletnie doświadczenia badawcze nad agresją i problemami dyscypliny w socjalizacji dzieci i młodzieży, zaowocowały kumulacją dzieła, które łączy w sobie erudycję z wysokimi kompetencjami metodologicznymi (w tym przypadku rozdział o założeniach metodologicznych badań może służyć za przykład tego, jak należy konceptualizować własne badania naukowe, jak konstruować i realizować kluczowe dla nich etapy).
Wciąż mamy mało badań reprezentatywnych, na ogólnopolskiej populacji, a w tym przypadku diagnoza nie ma charakteru wycinkowego, gdyż pozwala na wyciąganie z uzyskanych danych empirycznych istotnych społecznie, psychologicznie i pedagogicznie wniosków naukowych. Reprezentatywność nie dotyczy tylko próby badawczej, ale także autorów rozpraw naukowych poświęconych nowym mediom w różnych zresztą zakresach. Autor sięga przede wszystkim po publikacje wybitnych specjalistów tej problematyki w świecie, a to dzięki temu, że z nimi sam współpracuje i wymienia się wynikami badań. Nie pomija przy tym także polskich badaczy, także tych mniej kompetentnych, ale wciąż jednak znaczących w swoich środowiskach akademickich.
Szczególną wartością stylistyki naukowej Pyżalskiego jest to, że nie reprodukuje i nie streszcza nam czyichś poglądów, ale dokonuje logicznego i syntetycznego uporządkowania najnowszej wiedzy naukowej na temat przemocy, a przy tym potrafi także taktownie zająć własne stanowisko, spierać się z autorami niektórych teorii czy badawczych podejść. Tym samym potwierdza klasę własnej wiedzy i refleksji, jak i wpisuje się w ogólnoświatowy dyskurs naukowy w kluczowym dla jego badań zakresie.
Co jest tu niesłychanie ważne, Autor nie przystąpił do pisania tej rozprawy z założoną wcześniej tezą (a taka wciąż przeważa w pracach niektórych pedagogów, psychologów i socjologów), że trzeba koniecznie udowodnić zły wpływ mediów i nowych technologii komunikacyjnych na rozwój dzieci i młodzieży. On tego nie przesądza, dobierając w tym celu jedynie słuszne, bo poprawne politycznie źródła, ale dokonuje wielostronnego oglądu tych procesów, troszcząc się o jak najbardziej obiektywne odzwierciedlenie stanu wiedzy naukowej, a nie publicystycznej, potocznej czy propagandowej na użytek polityków. Narracja jest bardzo klarowna, a przy tym autor dokonuje bardzo ciekawych, nigdzie dotąd tak nie analizowanych porównań, własnych syntez czy opracowań tabelarycznych kluczowych podejść do interesujących go kwestii.
Rozprawa jest znaczącym wkładem w naukę światową, a nie tylko lokalną. Świetne są też przywołane w tej rozprawie konteksty społeczno-kulturowe korzystania przez współczesną młodzież w różnych regionach świata z internetu, (np. nowe kategorie przyczyn stratyfikacji społecznej w wyniku podziału cyfrowego (digital divide, analfabetyzmu cyfrowego, który różnicuje dostęp do kapitału intelektualnego i kulturowego). Nowe umiejętności i wiedza są potrzebne do efektywnego i twórczego korzystania nie tylko z nowej technologii, ale także jej zasobów informacyjnych i kulturowych. Formułowane przez autora tezy są nasycane wynikami badań, diagnoz, które pozwalają na rozpoznawanie istniejących w zglobalizowanym świecie prawidłowości rozwojowych i aplikacyjnych u globalnych nastolatków.
Niezwykle istotny jest w części teoretycznej rozdział o normatywności on-line, gdyż ta sfera wirtualnej socjalizacji musi szczególnie interesować pedagogów. Powinni oni być zainteresowani budowaniem kultury szacunku w cyberświecie nie tylko przez upowszechnianie prawa na ten temat. Edukacja i wychowanie w rodzinie muszą stanowić profilaktykę dla zachowań i postaw, które mogłyby w przyszłości być naruszane przez dzieci i młodzież w posługiwaniu się nowymi technologiami komunikacyjnymi. Rozdziały poświęcone agresji elektronicznej są wyjątkowej jakości wkładem w rozwój nauk społecznych, gdyż obfitują w głęboko przemyślane i świetnie uzasadnione – autorskie klasyfikacje, charakterystyki i schematy. Te ostatnie czynią nieznane dotychczas w naszym kraju teorie, bardziej przejrzystymi i pozwalającymi na konstruowanie i operacjonalizację zmiennych do badan empirycznych.
Książka jest merytorycznie znakomita, nowatorska, a przedstawione w niej wyniki własnych badań potwierdzają wdrażanie przez autora najwyższych standardów metodologii badań empirycznych. Przez najbliższe lata kolejne pokolenia badaczy będą się do nich odwoływać, gdyż nie da się pominąć tej książki w dalszych studiach nad przemocą wśród młodzieży i z udziałem nowych narzędzi komunikacyjnych. Niewątpliwie wpłynie ona także na potrzebę konstruowania nowych teorii socjalizacji i wychowania, a jeśli tak się stanie, to będzie najwyższej rangi wkładem Jacka Pyżalskiego w pedagogikę ponowczesnej doby. Tę publikację nie tylko warto, można, ale należy jak najszybciej przeczytać, jeśli chce się dostrzec to, co naprawdę młodzież wyczynia w wirtualnej przestrzeni, usiłując zarazem wpłynąć na tę rzeczywistą.
prof. Bogusław Śliwerski
http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/
Rzecz o przestępstwach seksualnych
sty 9th
Lernell określa przestępstwa seksualne jako takie typy zachowań ludzkich (wraz ze skutkami) powiązanych z życiem seksualnym człowieka, jakie są formalnie zakazane przez ustawodawstwo karne. Przestępstwem jest też czyn lubieżny, a w stosunku do nieletnich, czyli osób poniżej 15 roku życia, ten, kto dopuszcza się tego zabronionego pod groźbą kary postępowania, musi być świadomy konsekwencji – możliwości poniesienia kary pozbawienia wolności od roku do 10 lat. Właśnie o takich czynach wobec dzieci pisze Krystyna Marzec-Holka, a jej Przemoc seksualna wobec dziecka. Studium pedagogiczno-kryminologiczne odpowiada na pytania dotyczące rozpoznania nadużyć seksualnych wobec dzieci na podstawie dostępnych kryteriów prawdy. Opracowanie jest już drugim wydaniem pracy napisanej w 1999 roku, wywodzącej się z seminarium magisterskiego, które autorka prowadziła na kierunku pedagogicznym. To znakomity materiał nie tylko dla psychologów i psychoterapeutów czy pedagogów i socjologów, ale także dla samych studentów oraz wszystkich, którzy pragną z tym trudnym społecznie tematem się zmierzyć.
Książka złożona jest z ośmiu rozdziałów składających się na trzy części, przestawiające kolejne aspekty zjawiska, poczynając od kontekstu teoretycznego dla problematyki dziecka wykorzystywanego seksualnie (część pierwsza), przez analizę retrospektywną działalności przestępczej jednostek na tle ich biografii (część druga), po rozważania na temat kary (część trzecia). Podstawowym przesłaniem zawartych w niej tekstów jest przekonanie o różnicach pomiędzy dramatem ofiary przestępstwa seksualnego, a dramatem sprawcy przestępstwa seksualnego. Zawarte w opracowaniu rezultaty badawcze skłaniają do refleksji nad rozmiarami i przyczynami badanego zjawiska oraz, być może, doprowadzą do opracowania jasnych procedur postępowania w stosunku do sprawców i ofiar.
I tak, w rozdziale pierwszym zapoznamy się z przestępstwami czynów lubieżnych i zgwałceń dokonywanych na nieletnich w świetle kodyfikacji prawnej, w tym ze zgwałceniami kazirodczymi. Kolejne rozdziały traktują o pojęciu kary w sprawach o czyny lubieżne i zgwałcenia nieletnich, sprawcach czynów lubieżnych i gwałtów w polu badawczym patologii społecznej, kryminologii i teorii przemocy w rodzinie oraz teoriach rodziny wobec wysokiego ryzyka przemocy i patologii procesów społecznych w rodzinie. W rozdziale piątym dokonano analizy wyników badań dotyczących sprawców i ofiary zgwałceń oraz czynów lubieżnych. „Dotyk wstrętu” stanowił motyw przewodni rozdziału szóstego, w którym autorka poszukuje etiologii przestępstw domowych popełnianych przez badanych i ich funkcjonowanie w okresie popełnionego czynu. Rozdział siódmy zawiera natomiast analizę retrospektywną monograficznych wyników badań wybranych przypadków przestępstw seksualnych wobec małoletnich poniżej piętnastego roku życia, których dopuścili się mężczyźni w świetle obowiązującej ustawy kodeksu karnego. Ostatni, ósmy rozdział, mówi o konieczności zrewidowania systemów karnych czyli resocjalizacji penitencjarnej bądź też probacji przestępców seksualnych. Autorka stawia tu pytanie: „kara kryminalna czy fikcja?”, przedstawiając czytelnikowi w celu samodzielnej analizy zbiorcze zestawienie sprawców, obejmujące między innymi rodzaj orzeczonej kary. Do refleksji skłaniają wyniki przeprowadzonych zadań i warto się tu pokłonić przed kwestią poruszaną przez autorkę, a mianowicie: czy kategoria osób z premedytacja naruszających normy społeczne uświadamia sobie swój wpływ na przyszłe losy?
Zagadnienia, które obejmuje książka, zmierzają do obalenia funkcjonujących w społeczeństwie stereotypów dotyczących przestępczości seksualnej wobec dzieci. Pozwoli to wszystkim, którzy mają do czynienia zarówno z przestępcami, jak i ofiarami, na obiektywne spojrzenie na prezentowany temat oraz na rozpoznanie czynników sugerujących potencjalne nadużycia fizyczne oraz seksualne w środowisku rodziny. Przemoc seksualna wobec dziecka. Studium pedagogiczno-kryminologiczne opublikowana nakładem Oficyny Wydawniczej Impuls uzmysławia braki istniejące w organizacji profesjonalnej opieki i pomocy psychoterapeutycznej wobec sprawców przestępstw, a także ich ofiar. Książka stanowi także bodziec do dalszych interdyscyplinarnych badań naukowych, a temat – jako społecznie słuszny – został tu szczegółowo przeanalizowany. W obliczu narastającego problemu warto, by za lekturą tej znakomitej książki Krystyny Marzec-Holki rzeczywiście szły czyny.
Przemoc seksualna wobec dziecka. Studium pedagogiczno-kryminologiczne
Krystyna Marzec-Holka
Harcerstwo żyje!
gru 13th
Rozmowa z Wojciechem Śliwerskim

W dziejach ruchu harcerskiego nie brak wzorów i autorytetów, które swoim życiem czy postawą potwierdzają wartość słowa „harcerz”. Warto sięgać do tych przykładów i równocześnie kształtować własną postawę harcerską. O tym, czy harcerstwo jest już passe mówi w rozmowie z Justyną Gul Wojciech Śliwerski, autor nagrodzonych w plebiscytach wortalu literackiego Granice.pl książek Różne oblicza harcerstwa. Ślady wydarzeń ujęte w formie felietonów, reportaży i innych form dziennikarskich oraz Wydawcy gorszego Boga. Harcerska Oficyna Wydawnicza w Krakowie. Czasy, ludzie, wydarzenia 1988-1992
zawartymi w Prawie Harcerskim. To długotrwały, trwający całe życie proces, który najlepiej oddają słowa piosenki: Idziemy naprzód i ciągle pniemy się wzwyż… I nie ma znaczenia, czy nadal jestem w harcerstwie, czy pozostaję poza nim. Po reakcjach otoczenia czuję, że harcerstwo jest nadal we mnie obecne, a dwadzieścia pięć lat harcerskiej służby w sposób trwały wpisało się w moją osobowość, charakter, pracę czy styl życia.
J.G.: Czy młodzieży brakuje teraz harcerstwa? Czy mamy do czynienia ze zmierzchem harcerstwa wypieranego przez inne, egocentryczne formy spędzania wolnego czasu?
W.Ś.: Nie obawiam się i nie przewiduję zmierzchu idei harcerskiej czy istnienia ruchu harcerskiego. O jego żywotności i odporności świadczy fakt przetrwania ostatnich lat zaborów, kilku wojen, koszmaru okupacji i totalitaryzmu sowieckiego w kraju. Harcerstwo rozwijało się i nadal rozwija w skupiskach polonijnych na całym świecie. To świadczy o atrakcyjności tej idei, metody i form pracy. W PRL-u niszczono i deformowano tradycję oraz obraz pracy harcerskiej, próbując w sposób mniej lub bardziej jawny przekształcić organizację na wzór pionierski. Do dziś harcerstwo jest przez władze, także przez społeczeństwo, błędnie odbierane jako organizacja czasu wolnego dzieci i młodzieży. Tymczasem podstawowym zadaniem harcerstwa był (i jest) rozwój oraz kształtowanie osobowości młodego człowieka. W tym nie pomagają egocentryczne formy spędzania wolnego czasu – komputerowe skoki narciarskie czy mecz piłki nożnej nie wykształcą umiejętności bohaterów gier u ich uczestników, siedzących przed monitorem. Młodzieży, społeczeństwu, Państwu brakuje harcerstwa, ale to młodzież sama musi dokonać wyboru i zdecydować czy chce do niego należeć. Natomiast na społeczeństwie i Państwie spoczywa odpowiedzialność i troska o wspieranie tej formy rozwoju i wychowania młodych obywateli.
J.G: Na forach dla młodych harcerzy pojawiają się negatywne wpisy na temat nieprzygotowanych drużynowych, stagnacji i braku poczucia misji. Jakie przesłanie miałby Pan dla wszystkich związanych z harcerstwem, by „chciało im się chcieć”? Jak przekonać młodzież, że „harcerz to brzmi dumnie”?
W.Ś.: Profesor, harcmistrz Andrzej Janowski tak pisze o znanym nie tylko harcerzom, pedagogu: harcmistrz Aleksander Kamiński przez całe życie starał się być dzielnym. Być dzielnym – to być wytrwałym i mężnym w służbie wartości. Dzielność to odwaga, ale także roztropność i rozwaga. Roztropność nakazuje czasem kompromis, a niekiedy skłania do uznania racji i poglądów innych ludzi. Inni istnieją i z nimi żyjemy. Czasem trzeba z nimi walczyć, ale częściej trzeba „umieć się pięknie różnić” – jak mawiał Aleksander Kamiński. /…/ Aleksander Kamiński był całe życie harcerzem. W jego rozumieniu nie ma chyba nic bardziej harcerskiego niż połączenie obu tych haseł: ”być dzielnym” i „umieć się pięknie różnić (Andrzej Janowski Być dzielnym i umieć się różnić. Szkice o Aleksandrze Kamińskim, NWH, Warszawa 2010, s. 8-9).
W dziejach ruchu harcerskiego nie brak wzorów i autorytetów, które swoim życiem czy postawą potwierdzają wartość słowa „harcerz”. Warto sięgać do tych przykładów i równocześnie kształtować własną postawę harcerską. Jak? Odpowiedź na to pytanie jest zawarta w Prawie Harcerskim.
Dziękuje za rozmowę. Justyna Gul
źródło: http://www.granice.pl/
Od alchemii do bloga – „Cewebryci – sława w sieci”
gru 12th
Recenzje
Przez tysiąclecia ludzie szukali czegoś, co pomoże im pokonać śmierć. Jednym wystarczała wiara w życie wieczne, inni – jak Gilgamesz – wyruszali na poszukiwanie „ziela życia”, które miało zapewnić im wieczne trwanie. Aleksander Wielki poszukiwał „żywej wody”, a średniowieczni alchemicy mieszając różne zioła próbowali stworzyć eliksir młodości. Wszystkim im przyświecało jedno pragnienie: nieśmiertelność. To samo dążenie motywuje także współczesnych poszukiwaczy sławy. Tę też tematykę podejmuje w swojej książce pt. „Cewebryci – sława w sieci” Michał Janczewski.
W pierwszym rozdziale swojej pracy, stanowiącym niejako diagnozę kondycji współczesnego człowieka, Janczewski bardzo obrazowo przedstawia „pokolenie Ja” postrzegające życie jako bar szybkiej obsługi z gwarancją sukcesu i sławy oraz dostawą do domu. Jak podaje autor, głębokie przekonanie, iż: „pewnego dnia będę sławny” żywi dziś 60% Amerykanów przed 30. rokiem życia, a programy typu reality show dodatkowo utwierdzają ich w przekonaniu, że sława stoi przed nimi na wyciągniecie ręki, wystarczy tylko, że po nią sięgną. Zatem „pokolenie Ja” pragnie bogactwa, sukcesu i sławy i to najlepiej tu i teraz. Zdaniem niektórych psychologów z takiego właśnie nastawienia do życia wyrasta prostytucja nieletnich. Tak też – jako skutek nieumiejętności odłożenia gratyfikacji w czasie – niektórzy ekonomiści definiują przyczynę obecnego kryzysu gospodarczego.
Jednocześnie w ostatnich latach nastąpił gwałtowny wzrost samobójstw i zachorowań na depresję (dziś to trzecia, najczęstsza przyczyna śmierci wśród osób w wieku 15-24 lat). Czyż nie jest to swoisty paradoks? Mamy wysokie poczucie własnej wartości (albo przynajmniej dobrze udajemy), komputery, ipody, najnowszą technologię, a jednocześnie jesteśmy pokoleniem, które najdotkliwiej doświadcza lęku, stresu, przygnębienia i depresji, gdy w którymś momencie swojego życia boleśnie odkrywamy, że wbrew temu, czego uczono nas na różnych kursach „odkrywania swojego potencjału”, nie zrealizujemy w życiu wszystkich swoich pragnień, marzeń i aspiracji. Stąd frustracja, załamanie i wzrost sprzedaży prozacu.
Bezdomny kierowca tira, obdarzona obfitym biustem nauczycielka angielskiego z Rosji, próbująca przyciągnąć uwagę wyglądem, tańczący podróżnik, była narkomanka i śpiewaczka operowa, cyfrowi trubadurzy… Barwny korowód postaci przypominający karnawał w Rio. Co łączy wszystkie te osoby przedstawione przez Janczewskiego w drugim rozdziale jego pracy? Każda z nich zgromadziła wokół siebie liczną, czasem nawet wielomilionową publiczność. Jednocześnie są to osoby, które ze względu na swoje predyspozycje osobowościowe nie miałyby raczej szansy na to, by zaistnieć w tradycyjnych mediach. Internet umożliwił przełamanie monopolu mediów opartych na relacji „jeden do wielu”. Już nie osobowość, charakter, kreatywność czy osiągnięcia życiowe, lecz wygląd, atrakcyjność seksualna i skandaliczność stały się substytutem wyżej wymienionych cech, choć gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że również konwencjonalne media odchodzą ostatnio od tego ideału, porzucając etos na rzecz rozgłosu i wysokiej oglądalności.
Czy czas bohaterów przekraczających siebie, własną małostkowość, poświęcających życie dla jakiejś wyższej idei już definitywnie przeminął? Czy jedyne, co jesteśmy dziś w stanie wyprodukować, to pozbawiony duchowej głębi celebryta lub też jego internetowy odpowiednik cewebryta? Czy jeśli pragniemy przeżyć sensownie swoje życie, możemy być prawdziwymi ludźmi, którzy czytają, studiują, uprawiają sporty, eksplorują świat i nie boją się podejmować w życiu wyzwań czy też pozostaje nam już tylko konstruowanie sztucznej tożsamości, nie tyle rzeczywisty obraz nas, co marketing, kreacja postaci na użytek innych – w domu, pracy, szkole…? Niestety, na to pytanie każdy z nas musi już odpowiedzieć sobie sam.
Michał Janczewski „Cewebryci. Sława w sieci” – recenzja
Katarzyna Szczepaniak – Kto z nas choć przez chwilę nie zastanawiał się, jak to jest być sławnym? Kto z nas choć raz nie czytał plotek o życiu celebrytów? Jeśli, drogi Czytelniku, choć na jedno pytanie odpowiedziałeś „tak, też to robiłem” – książka Michała Janczewskiego jest dla Ciebie.

Sławnym być!
Pojęcie „cewebryty” oznacza człowieka, który popularność zyskał za pośrednictwem i w obrębie internetu. Czym jednak jego popularność różni się od popularności gwiazdy kina czy muzyki?
Wstępem do rozważania zjawiska cewebrytów i porównywania ich sylwetek z postaciami showbiznesu, dla Janczewskiego staje się wszechstronne zbadanie tematu samej sławy i mechanizmów nią rządzących. Przywołuje szereg teorii, przyjemność płynącą z oglądania celebrytów wyjaśniając m.in. instynktami biologicznymi. W zaskakująco przystępny sposób opisuje mechanizmy psychologiczne, odkrywając przed czytelnikiem wiele z tych obszarów, nad którymi na co dzień się nie zastanawia. A okazują się one kluczowe, gdyż w pewien sposób determinują nasze postrzeganie świata. Co więcej – w pełni świadomie wykorzystywane są przez specjalistów od marketingu. „Cewebryci” Michała Janczewskiego nie tylko więc skupiają się na zagadnieniu internetowej popularności, ale również wnikają głęboko w schematy funkcjonowania mediów.
Każdy będzie sławny przez 15 minut
Postaci cewebrytów udowadniają, że normalny, szary człowiek choć na chwilę może zdobyć upragnioną sławę. Sławę, która w rozumieniu wielu ludzi ma przynieść szczęście i wolność. Sławę, którą zaskakująco łatwo zdobyć można za pośrednictwem cudownego wynalazku, jakim jest internet. Choćby trwała tylko przysłowiowe 15 minut.
Janczewski przytacza anegdotyczne historie wybranych cewebrytów, przedstawia ich drogę do popularności, sposób kreowania marki, jaką się stają, cytuje bardziej znaczące wypowiedzi. Wśród opisywanych postaci znajduje się m.in. Matt – chłopak, który tańczył w kilkudziesięciu miejscach na całym świecie i Marina – dziewczyna, wykorzystująca swój urok osobisty do tworzenia filmików, wyjaśniających pochodzenie konkretnych angielskich słów.
Historie cewebrytów, z całym ciepłem od nich bijącym, często wywołują na twarzy czytelnika uśmiech. Bywają jednak też przestrogą – nie każdy jest w stanie „okiełznać tygrysa” (jak ujmuje to autor) – poradzić sobie z nagłą popularnością, a przede wszystkim – z docinkami i żartami nieodłącznie z popularnością związanymi. Nie wszystkie historie są też pokrzepiające. Wśród cewebrytów zdarzają się ludzie, których życie ciężko doświadcza.
Polacy nie gęsi, swoich cewebrytów mają
W książce Janczewskiego jedynym polskim akcentem jest postać cewebryty – pana Grzegorza, byłego żołnierze PRL. A przecież polskich sław internetu jest więcej! Zarzucać więc można autorowi, że zbytnio skupia się na zagranicznych cewebrytach, nie dostrzegając własnego podwórka. Zarzucać mu można zapatrzenie w obce wzorce i niedocenianie tego, co dzieje się w Polsce. Poznając jednak sylwetki opisywanych postaci dojść można przede wszystkim do innego wniosku – polscy cewebryci wiele jeszcze muszą się nauczyć.
Zamiast podsumowania
Największą siłą książki „Cewebryci” jest idealne wyważenie pomiędzy anegdotycznymi historiami bohaterów a solidnie zarysowanymi teoriami naukowymi. Pomiędzy humorem, wzruszeniem i teoretycznym konkretem. Wreszcie – pomiędzy rozrywką a wiedzą. Dlatego też książka Janczewskiego zainteresuje zarówno osoby, które szukają relaksujących ciekawostek, jak i tych zafascynowanych mediami i kierunkami ich rozwoju. Zamiast podsumowania powiem więc tylko: „Cewebryci” oficjalnie otrzymują znaczek „Kasia poleca”.
źródło: http://www.students.pl/
CeWEBryci – sława w sieci – recenzja Segritta
Książki oceniamy po okładce, czy tego chcemy czy nie. Możemy odżegnywać się o tego, ale na naszą decyzję o kupnie książki wpływa estetyczność obrazka lub zdjęcia pod tytułem, gatunek czcionki, grafika, rodzaj papieru, kolory, grubość, sztywność okładki – no i przede wszystkim opis treści z tyłu książki. Przy okazji – zawsze mnie wkurzały opisy będące jeno cytatem. Ja tu lubię mieć wszystko na tacy: zdjęcie autora, krótka notka biograficzna, opis tego co w środku i ewentualnie recenzje pisane przez autorytety lub media. Czemu o tym
wspominam? Ano dlatego, że CeWEBryci mają fatalny opis. Opis, po którym nie sięgnęłabym po tę książkę w księgarni. I miałabym czego żałować, bo to, co się znajduje pod okładką, jest świetnie napisane.
CeWEBryci są pracą naukową Michała Janczewskiego, absolwenta warszawskiej SWPS, ale akademickość czuć właściwie tylko w upierdliwych przypisach bibliograficznych. Poza nimi, czytanie CeWEBrytów jest równie wciągające co oglądanie dobrego programu na Discovery. Michał napisał mi, że nie afiszuje się z faktem, że to praca naukowa, bo obawia się, że tak zniechęci czytelnika. Michale… człowieku małej wiary…
To jest właśnie przewaga tego tekstu nad masą amatorskich artykułów, śliskich opracowań w wikipedii i bestsellerów pseudogwiazdek. W CeWEBrytach nie ma miejsca na brednie. Tu każda informacja jest sprawdzona, toerie są wsparte autorytetami z psychologii, kulturoznawstwa i socjologii, każdy przykład ma swoje źródło. A ponieważ autor od początku myślał o wydaniu książki, użył stylu popularno naukowego, by naprawdę każdy internauta mógł odnaleźć frajdę w czytaniu.
…Ale nie każdemu polecam CeWEBrytów. Przede wszystkim nie polecam jej obrazkowcom, bo ilustracji w książce nie ma (i przyznam, że bardzo mi ich brakowało). Literkofobicy powinni obchodzić to wydanie z daleka, nawet jeśli czytają pudelka i znają wszystkie memy internetowe. Jeśli natomiast interesujecie się psychologią, mechanizmami, które nami kierują i bardzo ciekawymi teoriami opartymi na zaskakujących eksperymentach; chcecie dowiedzieć się, co decyduje o tym, że ktoś staje się sławny (i w związku z tym: jak zostać sławnym
); Lubicie ciekawostki z historii, kulturoznawstwa i mediów, które niekoniecznie są związane z głównym tematem książki; CeWEBryci to pozycja obowiązkowa (zawsze mi się podobało wyrażenie „pozycja na rynku wydawniczym”. Aż się prosi włożyć palec do buzi, zrobić oczy kota ze Szreka i spytać „a jak to jest na ceWEBrytę?”).
Jeszcze jedno: to nie jest książka, którą połkniecie w noc, bo nie będziecie się mogli oderwać mimo że o 6 rano musicie zacząć dużyr w wieży kontroli lotów. Próbowałam tak ją czytać, ale niestety przegrała ze „Starciem Królów” Martina… Praca Michała to nie je bajka do poduszki. To jest po prostu świetnie napisany artykuł na 220 stron. Lektura rano do śniadania i w kawiarni, czekając na koleżankę, z powodzeniem zastąpi kika numerów Focusa. I warto ją przeczytać teraz, póki pamiętamy te wszystkie internetowe gwiazdki i gwiazdy a Segritta jeszcze pisze. Kto wie, co nowego nas zaleje za pięć lat.
A tu przykład ceWEBrytów poddanych gruntownej analizie w książce. Na czym polegał ich sukces? Jak zaczynali? Kim są?
źródło: http://segritta.blox.pl/
Apel Granice.pl
lis 24th
Nie karm książkowego potwora! Kupuj u wydawcy!
„Gdzie kupujesz nowości książkowe? W małych księgarenkach? W centrach handlowych? W księgarniach sieciowych? A może za pośrednictwem Internetu? Zastanów się dobrze, bowiem Twoja odpowiedź może mieć wpływ na to, czy będziesz jeszcze miał co czytać…” – czytamy w komunikacie wortalu Granice.pl.
- Wydawcy mają coraz większy problem z odzyskaniem pieniędzy za swoje książki z dużych sieci księgarskich – podkreśla Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka bestsellerowej serii „Cukiernia pod Amorem” (Nasza Księgarnia). – Przez to maleje liczba tytułów pojawiających się w księgarniach, przez to maleją nakłady na marketing, przez to coraz większe problemy mają redakcje pism i serwisów literackich, przez to z kolei cierpią czytelnicy, poszukujący interesującej i naprawdę dobrej lektury. I właśnie czytelnicy są największą nadzieją na ozdrowienie sytuacji. Świadomy klient, niczym świadomy obywatel, ma siłę, jakiej doświadczyli ostatnio najwięksi tyrani świata. Ponieważ wydałam w ciągu ostatniego roku ponad dwa tysiące złotych na książki w salonach sieci, niniejszym oznajmiam, że przestaję robić tam zakupy! W Waszych-naszych rękach, czytelnicy, los autorów, wydawców i książek. Kupujcie świadomie! Kupujcie w niewielkich księgarniach lub –najlepiej – przez Internet, bezpośrednio u wydawcy – nawołuje autorka.
Potwór na diecie?
– Wiele bardzo zasłużonych dla polskiej kultury wydawnictw ma w sieciach zamrożone ogromne pieniądze. Przez to publikacja wielu znakomitych książek, naprawdę wartościowej literatury jest odłożona na czas późniejszy, może też… w ogóle nie dojść do skutku! Dlatego chcemy zainaugurować akcję „Nie karm książkowego potwora! Kupuj u wydawcy!” – mówi Sławomir Krempa, redaktor naczelny wortalu literackiego Granice.pl.
Los książki w rękach czytelników!
-Wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność za losy rynku książki w Polsce – mówi popierający przedsięwzięcie Grzegorz Raczek, redaktor naczelny portalu DuzeKa.pl– Każdy z miłośników książki powinien poinformować o zaistniałej sytuacji swoich znajomych i przyjaciół. Z pewnością dobrym sposobem będą serwisy społecznościowe. Na Facebooku pod adresem: http://www.facebook.com/niekarmksiazkowegopotwora pojawił się fanpage, który gromadzić ma zwolenników przedsięwzięcia. By go łatwo znaleźć, wystarczy wpisać w wyszukiwarce hasło: Nie karm książkowego potwora! Warto go polubić i polecić znajomym. Udostępniliśmy też specjalne grafiki z hasłem dotyczącym akcji i zachęcamy Internautów, by na określony czas zastąpili nimi swoje zdjęcia profilowe. Blogerów zachęcamy, by zamieszczali grafiki te na swoich stronach. Dzięki temu – mamy nadzieję – uda się dotrzeć także do osób, które książki kupują rzadziej, jako prezent na Boże Narodzenie czy urodziny.
- Powtórzmy: apelujemy do miłośników książki, by nabywali nowości wydawnicze bezpośrednio w księgarniach internetowych wydawców lub w księgarniach przez nich wybranych. Warto też kupować w niewielkich księgarenkach – podkreśla Krempa. – To bardzo ważna inicjatywa, szczególnie w okresie przedświątecznym, gdy sprzedaż książki bardzo dynamicznie rośnie.
Zatem powiedz STOP łakomym potworom odbierającym autorom wenę twórczą, wydawcom – serce do zaspokajania potrzeb czytelników, a wszystkim znajdującym upodobanie w delektowaniu się słowem pisanym – możliwość zagłębiania się w książki. Przyłącz się do akcji „Nie karm książkowego potwora” i… wyślij go na dietę!
Fanpage: http://www.facebook.com/niekarmksiazkowegopotwora
źródło: http://www.rynek-ksiazki.pl/aktualnosci/apel-granice-pl_28939.html
Internauci wybrali a jurorzy wyróżnili najlepsze książki historyczne jesieni!
lis 21st
listopada, podczas Targów Książki w Krakowie zostały ogłoszone nominacje internautów w jesiennej edycji konkursu i plebiscytu „Historia zebrana”. Już teraz wybrano najlepsze książki w poszczególnych kategoriach. Miło nam poinformować, że w tym prestiżowym konkursie znalazły się dwie książki Impulsu – Wydawcy gorszego Boga oraz Różne oblicza harcerstwa!
- John Maxwell Coetzee pisał, że Historia nabiera życia dopiero wtedy, gdy stwarzamy dla niej miejsce we własnej świadomości (…), a dzięki „Historii zebranej” ma szansę właśnie zaistnieć, podobnie jak książki historyczne, wydane w języku polskim – podkreślał Sławomir Krempa, redaktor naczelny wortalu Granice.pl Na stronie internetowej konkursu – http://historiazebrana.pl/ – możemy już znaleźć pełną listę nominowanych tytułów. Wszyscy internauci, którzy oddali swój głos w plebiscycie, mają szansę wygrać zestawy atrakcyjnych nagród książkowych.
Organizatorami akcji są portal historyczny Histmag.org oraz wortal literacki Granice.pl. Czym byłby jednak konkurs bez patronów? Wśród popularyzatorów historii i książek jej poświęconej znajdziemy Polskie Towarzystwo Historyczne, „Tygodnik Powszechny”, redakcje pism „Archeologia żywa” oraz „Odkrywca” i portal dlastudenta.pl. Inicjatywę wspiera także Polski Związek Bibliotek.
Kategorie konkursowe
Jeśli do tej pory książka historyczna kojarzyła się ze zbiorem suchych faktów z przeszłości, to najwyższy czas to zmienić. – W szranki stanęły w naszym konkursie zadrukowane karty z różnych stron świata rywalizujące w różnych kategoriach konkursowych – podsumowywał dotychczasowy przebieg konkursu Michał Świgoń, redaktor naczelny portalu historycznego Histmag.org. – Część z nich pretendowała do głównej roli na arenie historycznej (biografie, wspomnienia), kilka wolało poddać się czujnemu oku badacza, część zaś w niebanalny sposób opowiedziała swoją niebanalną historię.
W skład szacownego jury weszli: prof.dr hab. Jacek Wijaczka – dyrektor Instytuty Historii i Archiwistyki UMK, Członek Senatu UMK, Sekretarz Generalny Polskiego Towarzystwa Historycznego, Małgorzata Gołaszewska – szefowa działu książki historycznej wortalu literackiego Granice.pl. Michał Przeperski – kierownik działu „recenzje” w portalu Histmag.org, Sławomir Krempa – redaktor naczelny wortalu literackiego Granice.pl oraz Roman Sidorski – kierownik działu naukowego Histmag.org i założyciel oraz redaktor naczelny tegoż portalu, Michał Świgoń. Po długich obradach jury plebiscytu wyróżniło 13 książek.
Jakie to książki?
Wśród nominowanych do tytułu „Najlepszej książki historycznej” w kategorii „W rolach głównych” znalazła się książka Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie (Znak). Nie była to jedyna publikacja wskazana w tej kategorii przez jury, które doceniło także książkę Piotra Jaźwińskiego Oficerowie i dżentelmeni (Erica). Boris Gorbachevsky i jego książka Przez wojenną zawieruchę (Rebis). Ciekawostki z życia znanych ludzi. Znakomite, o ile Czytelnik jest nimi zainteresowany – mówi Roman Sidorski o pozycji Grzesznicy i święci Michaela Seeda i Noela Bothama (Promic). Michał Przeperski zwrócił również uwagę na książkę Christiana Ingrao Czarni myśliwi. Brygada Dirlewanglera (Czarne).
W kategorii Okiem badacza uznanie jury zyskały trzy pozycje. Pierwsza to Historia władzy w Związku Radzieckim 1945 – 1991 Rudolfa G. Pichoji (PWN). Książka porządkuje i systematyzuje burzliwą historię międzywojennych rządów polskich, umożliwiając czytelnikowi bezbolesne przyswojenie sobie o nich wiadomości – Od Moraczewskiego do Składkowskiego. Gabinety Polski Odrodzonej 1918 – 1939 pod red. J. Farysia, A. Wątora i H. Walczaka (IPN). Jury doceniło także książkę Eiko Ikegami Poskromienie samurajów. Honorowy indywidualizm i kształtowanie się nowożytnej Japonii (Wydawnictwo UJ).
W kategorii Historia niebanalna, obejmującej swym zakresem publikacje popularyzujące wiedzę historyczną w nietuzinkowy sposób, wśród laureatów jury wyróżniło książkę Różne oblicza harcerstwa Wojciecha Śliwerskiego (Impuls). Autor dokumentuje w niej wieloletnią współpracę z prasą harcerską oraz pracę dziennikarską w redakcjach „Motywów”, „Drużyny” i „Harcerza Rzeczypospolitej”.
Uwagę zwróciła także pozycja Korzeniec Zbigniewa Białasa (MG) oraz Skandynawia Tony`ego Griffithsa (AMF Plus Group). Jury nominowało również pozycję Jałta: cena pokoju Serge’a M. Plokhy’ego (Rebis).
Internauci już wybrali!
nasza książka Wydawcy gorszego Boga W Y G R A Ł A !
W kategorii „W rolach głównych” książka Wojciecha Śliwerskiego decyzją internautów zdobyła pierwsze miejsce!
Autorowi serdecznie gratulujemy.
kilka słów o książce…
Nikt z badaczy współczesnej historii do tej pory nie interesował się harcerskim ruchem wydawniczym na przełomie dwóch ustrojów politycznych w naszym kraju. To jest niejako zrozumiałe. Brak dostępu do źródeł i „gruba kreska” sprawiają, że nie ma chętnych do dociekania prawdy, gdyż ta musi wpisywać się w proces tzw. dekomunizacji, której żyjący unikają, jak diabeł święconej wody. Harcerstwo jako wyjątkowy w świecie, bo mający polską specyfikę kulturową, ruch społeczno-wychowawczy, chyba jedynie w latach1968-1980 był przedmiotem zainteresowań naukowo-badawczych, kiedy powstawały zręby PEDAGOGIKI HARCERSKIEJ…
dlaLejdis.pl ma już 3 lata!
lis 10th
Krótka relacja z pierwszej imprezy urodzinowej portalu dlaLejdis.pl. Podczas hucznej imprezy nie zabrakło OW Impuls:)
Nieprzebrane tłumy kobiet przybyły na pierwszą imprezę z okazji 3 urodzin portalu dlaLejdis.pl. Tuż po godz. 19.00 przed Multikinem Arkady pojawiły się rzesze Pań. Wszystkie Panie otrzymały atrakcyjne prezenty oraz startowały w licznych konkursach, w których nagrodami były min. książki Impulsu…
Portalowi dlaLejdis.pl gratulujemy i życzymy kolejnych hucznych urodzin:)
Zapraszamy do galerii zdjęć- książki Impuls w roli głównej:)




Krwawy cień genocydu
lis 10th
Krwawy cień genocydu
Krwawy cień genocydu jest tytułem, który przykuwa uwagę swoją enigmatyczną i błyskotliwą iluzorycznością. Z jednej strony każdy przecież wie, że genocyd(genocide), które oznacza „ludobójstwo” swoje pochodzenie wzięło od „neologizmu ukłutego przez Rafała Lemkina. On połączył greckie słowo genos(rasa, szczep) i łacińskie określenie occido(zabijam), a także oznaczające caedere(uderzac, zabijac).”
Z drugiej iluzoryczność wynika z przekonania, że rozumiemy czym jest rzeź, masakra, totalne bądź częściowe ludobójstwo. Nie uświadamiając sobie, że pogrom Ormian, masakra Tutsi przez Hutu i rzeź w Darfurze i Ruandzie w świetle prawa międzynarodowego jest kwalifikowane jako ludobójstwo. Mizerna wiedza na ten temat podyktowana jest „oddaleniem” od nienamacalnych cierpień i rozpaczy wielu milionów ludzi. Giną oni w imię przekonać wypaczonej ideologii, krwawej polityki oraz interesów gospodarczych państw europejskich interesujących się bardziej ropą i diamentami niż exodusem niewinnych istnień. Jedynym przewinieniem tych wygnanych ludzi jest stworzenie wrażenia, że niczym sól sól w ranie radykalizujących się plemion, apodyktycznych samowładnych charyzmatycznych przywódców plemiennych.
Słabnące poczucie bezpieczeństwa jest uzewnętrzniane ogólną paniką o zasoby światowej ropy, surowców naturalnych. Póki są one pod kontrolą wszechwładnych wzmacnianych i wspieranych ludzi zdolnych do wszystkiego nic się nie zmieni. Samej Radzie Bezpieczeństwa ONZ (stali członkowie Chiny, Francja, USA, Rosja, Wielka Brytania) nie chcą dopuścić do jednomyślności, bo mają na przykład w krajach afrykańskich swoje żywotne interesy .
Uczymy się o przerażających konsekwencjach Holocaustu. Jednak jak donoszą organizacje międzynarodowe( humanitarne, non-profit, pozarządowe) w XX wieku zginęło bądź zginie od 70 nawet do 360 milionów ludzi(w skutek głodu, masakr, ludobójstwa).
Co możemy zrobić siedząc i czytając w zaciszu naszych domów o okropieństwach jakich doświadczają ludzie na świcie? Nie odwraca się od tego plecami w przekonaniu, że „Nas” to nie dotyczy. Nie jesteśmy od siebie ani lepsi ani gorsi. Jednak nie można dopuszczać by historia się powtarzała. W tym przeklętym kręgu nie osiągniemy harmonii na świecie, w którym nie będziemy piętnować wszelkie przejawy przemocy i agresji jak morderstwa, pogromy, lincze włącznie z ludobójstwem.
Ta książka przedstawia sobą jedną wielką białą księga pomordowanych w niekończącym się :światowym holocauście”. W tej księdze niewidzialna ręka stale dopisuje nazwiska zagonionych i tych, którzy zbezczeszczone zwłoki nigdy nie mogą b oglądane przez matki.
To pierwsza książka, która w postaci „relacji dziennikarskich” uwidacznia bezradność świata wobec traumy koszmarów wojen i klęsk powojennych zrujnowanych krajów afrykańskich. Państwa cywilizacji zachodniej dają pieniądze i broń by Afrykańczycy nie przeszkadzali w zbrodniczej eskalacji zasobów należących do tubylców nie zaś do rządnych i chciwych „białych kolonizatorów”. Mieli oni w zwyczaju określać autochtów „podludźmi” „zwierzętami”, „dziczą”.
Niemcy postrzegani są w Europie jako najbardziej ucywilizowany naród, a 1904 roku w swojej koloni doprowadzili do wymordowania setek tysięcy Afrykańczyków. Nie przebierali w środkach stosując karabiny maszynowe. Za każdy wystrzelony pocisk oficer niemiecki musiał przynieść „dowód” w postaci łuski . W zamian za brak łusek pozwalano przynosić odrąbywane tubylcom ręce by przekonać dowództwo o „słusznym” użyciu broni.
źródło: illumien25.bloog.pl
LubimyCzytać.pl & NaKanapie.pl
paź 14th
Internetowa społeczność czytelników się rozwija. Tam gdzie książki nie może zabraknąć i nas. Jako wydawnictwo i zagorzali czytelnicy jednocześnie Oficyna Wydawnicza Impuls jest aktywnym uczestnikiem dwóch najciekawszych serwisów internetowych w Polsce poświęconych książkom: LubimyCzytać.pl oraz NaKanapie.pl
Oba serwisy umożliwiają wymianę informacji na temat ciekawych publikacji, dzielenie się swoimi opiniami i preferencjami czytelniczymi, poznawanie ciekawych osób o podobnych książkowych zainteresowaniach.
Uczestnictwo w tych projektach pozwala trzymać rękę na pulsie w temacie nowości wydawniczych i wydarzeń na rynku wydawniczym.
Poniżej zamieszczamy linki do profili Oficyny Wydawniczej Impuls.
Zaproszenie do lubimyczytac.pl: http://lubimyczytac.pl/zapros/dXNlci0yOTc
Zaproszenie do nakanapie.pl: http://nakanapie.pl/user/oficynaIMPULS.htm
Śledząc naszą aktywność będziesz na bieżąco. Informujemy o naszych nowościach, dodajemy recenzje, dzielimy się spostrzeżeniami. Zapraszamy do śledzenia naszych poczynań.
Chętnie poznamy Ciebie!
Wojciech Śliwerski – „Wydawcy gorszego Boga”
paź 4th
Historia polskiej transformacji to temat poruszany jeszcze dość rzadko, podobnie zresztą jak historia harcerstwa. Wojciech Śliwerski postanowił połączyć obydwa tematy i przypomnieć losy pewnej grupy instruktorów w trudnych latach przemian.
Autor: Wojciech Śliwerski
Tytuł: Wydawcy gorszego Boga. Harcerska Oficyna Wydawnicza w Krakowie. Czasy – Ludzie – Wydarzenia 1988-1992
Wydawca: Impuls
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 338
Oprawa: twarda
Cena: ok. 45,00 zł
Wymiary: 176×250 mm
ISBN: 978-83-7587-339-9
Ocena naszego recenzenta: 7/10
(jak oceniamy książki?)
Pierwszą rzeczą zwracającą uwagę czytelnika książki jest jej tytuł. Dlaczego Wydawcy gorszego Boga? To jasne nawiązanie do innej publikacji poświęconej tej tematyce – książki byłego naczelnika ZHP Jerzego Chrabąszcza pt. Harcerze gorszego Boga. Związek Harcerstwa Polskiego w okresie transformacji ustrojowej państwa lat 1989-1990. Nie jest to jednak w żadnym wypadku uzupełnienie tamtej pozycji.
Czym więc właściwie jest ta książka? By to zrozumieć, warto najpierw zapoznać się z osobą jej autora. Wojciech Śliwerski to harcerz, od lat 70. dziennikarz prasy harcerskiej, redaktor naczelny Harcerskiej Oficyny Wydawniczej w Krakowie. Jak więc widać, książka ta napisana została przez insidera – osobę będącą świadkiem opisywanych wydarzeń i znającą ich kulisy. W ten sposób Wydawcy gorszego Boga lokują się gdzieś pomiędzy opracowaniem a źródłem historycznym. Całość komplikuje jeszcze swoista polemiczność pracy.
Śliwerski opisuje historię współtworzonej przez siebie instytucji od jej początków w roku 1988 do momentu rozwiązania w 1992 r. Nie zamyka się jednak tylko w tych ramach, pokazując historię środowiska HOW od momentu powołania przez nie w pierwszej połowie lat 80. czasopisma „Harcerz Rzeczpospolitej”. Czytelnik dowiaduje się o początkach funkcjonowania przedsiębiorstwa w ostatnich latach PRL, działalności wydawniczej oficyny i jej powolnym upadku. Oprócz tego autor przedstawia krótką historię harcerskiego ruchu wydawniczego oraz działania władz ZHP na polu polityki wydawniczej. Dla pełnego zrozumienia całej narracji zabrakło tylko krótkiego zreferowania historii harcerstwa, przede wszystkim ZHP, w trudnych latach przełomu.
Autor w polemiczny sposób stara się ukazać błędną politykę wydawniczą władz Związku, która doprowadziła do likwidacji własnego, nieźle zorganizowanego wydawnictwa. Wojciech Śliwerski pokazuje casus HOW na szerokim tle działań władz naczelnych wobec różnych instytucji prasowych i wydawniczych harcerstwa. Bez wątpienia w konkretnej tematyce, jaką jest historia harcerstwa, Wydawcy gorszego Boga są pracą wiele wnoszącą.
Książka ta jest interesująca jeszcze z jednego powodu – pokazuje działanie rynku wydawniczego (a po części także prasowego) w niełatwym okresie transformacji ustrojowej. Na oczach czytelnika widać przemianę lat 1988-1992. Harcerska Oficyna Wydawnicza rozpoczyna swoją działalność w trudnych, chociaż stabilnych czasach gospodarski centralnie planowanej. Papier zdobywa się dzięki „załatwieniu” (jak konkretnie – warto przeczytać), a poligrafia powstaje we współpracy ze studencką spółdzielnią. W ciągu czterech lat rozwiązany został państwowy monopolista (partyjny koncern RSW Prasa-Książka-Ruch), a oficyna musiała radzić sobie z rynkowymi trudnościami sama, przy słabnącym poparciu ZHP. Końcem historii był HOW była jej likwidacja, a ludzie z nią związani znaleźli się na bruku. Rodzi się pytanie – na ile los tego wydawnictwa był typowy dla wielu innych drobnych, specjalistycznych przedsięwzięć?
Autor obszernie cytuje różnego rodzaju źródła – sprawozdania, artykuły prasowe oraz dokumenty organizacyjne harcerstwa. Znaczną część książki zajmuje także aneks, w którym umieszczono dużą ilość fotokopii dokumentów związanych z historią HOW oraz działalnością autora książki. Dzięki temu publikacja ma dodatkową wartość jako zbiór źródeł do historii harcerstwa czasu transformacji.
Warto pochwalić także stronę graficzną książki. Obok zdjęć umieszczono liczne rysunki autorstwa osób ze środowiska HOW. Treść komentują też ironiczne karykatury z serii Parada Opornych autorstwa Piotra Olszówki.
Książka Wojciecha Śliwerskiego Wydawcy gorszego Boga. Harcerska Oficyna Wydawnicza w Krakowie. Czasy – Ludzie – Wydarzenia 1988-1992 jest trudna do ocenienia. Z jednej strony porusza ona bardzo konkretną, wąską tematykę, która dla zwykłego czytelnika nie zainteresowanego historią harcerstwa może wydawać się umiarkowanie zajmująca. Z drugiej natomiast należy docenić dobre wydanie publikacji i zaangażowanie jej autora w ukazanie dziejów HOW. Z trzeciej zaś, książka w swej monograficznej perspektywie pokazuje także zjawisko szersze a zbadane bardzo słabo – polską transformację ustrojową i gospodarczą. Bez wątpienia można ją więc polecić osobom zainteresowanym historią harcerstwa, zwłaszcza jego niełatwymi losami w czasach PRL. Nie powinny być zawiedzione.
Tomasz Leszkowicz
http://histmag.org/?id=5948










Wysyłam...










Najnowsze komentarze